Najlepiej by było to miasto zburzyć, zaorać i od nowa postawić. Wysoka, gęsta, miejska zabudowa z urządzoną zielenią w centrum, a luźniejsza zabudowa, szeregówki, ogródki działkowe, centra handlowe z hektarami parkingów, stadiony, szpitale oraz łąki i lasy na obrzeżach. Ale tak się niestety tutaj już zrobić nie da. To nie Chiny ani Ameryka. Prawda jest taka, że możemy sobie kontemplować i się obrażać ale to i tak nic nie zmieni. Tak już jest to miasto zbudowane, że stare chałupki są w centrum, i zanim się ich pozbędziemy minie jakieś dobre kilkadziesiąt lat zanim właściciele wymrą, albo je sprzedadzą. Pomiędzy nimi wyrastają wysokie budynki za płotem. Problem nie jest z wysokimi budynkami, bo takie są charakterystyczne dla centrów miast, tylko to, że są stawiane na łapu capu, byle jak, bez jakiegoś zagospodarowania terenu wokół nich z myślą o przyszłej, sąsiedniej zabudowie. Nic w Rzeszowie nie tworzy jakiejś jednolitej tkanki miejskiej, naturalnych przejść między budynkami, tylko każdy stawia swoje i 2,5 metrowym płotem z furteczką na szyfr odgradza się od wszystkiego, albo odsuwa budynek od ulicy 100-metrowym parkingiem. Takie coś powinno być na prywatnych osiedlach mieszkaniowych typu Białołęka w Warszawie, a nie w centrum. W centrum budynki - od ulicy, parking - z tyłu, bądź pod ziemią. Kto kiedyś wychylił nos poza Rzeszów gdzieś w Europę, czy nawet do innych miast Polski, to pojmie o co mi chodzi. Deweloperuchy też nic większego od siebie dają. Nie obchodzi ich, że mieszkańcy będą dojeżdżać do domu bajorami czy przez szczere pole, ważne, że budynek stoi i się sprzedaje (bądź nie), a potem płacze i protesty. Nie można już trochę dołożyć grosza i się dogadać z miastem, żeby kilka metrów gminnej drogi zbudować, choć pod bramę osiedla, żeby był dojazd, bo to już by było przecież za dużo. Jak już stawiasz nad Wisłokiem, to zagospodaruj teren przy rzece, aby był dostępny do odpoczynku dla mieszkańców miasta, wylej ścieżkę rowerową, postaw jakiś mały plac zabaw, czy ławeczki, choć na długości swojej działki. Nie, po co budować jakiś wizerunek, jak lepiej albo się odgrodzić, albo zostawić dzikie chaszcze, żeby się miały gdzie komary mnożyć. Jest jeszcze problem oczywiście z beznadziejną siecią dróg, komunikacją miejską, której nie ma, i wiele, wiele więcej na co można narzekać. Ale tak jak mówiłem, ja mogę sobie ponarzekać i tworzyć w swojej głowie jakąś utopię, ale prawda jest taka, że ja, jak i każdy z nas nic nie możemy zrobić z tym co, się w tym mieście dzieje, zostaje nam tylko się przyglądać i według swojego poglądu oceniać. Albo spróbować iść do rady miejskiej, albo zostać deweloperem
Dobra, kończę już off-topa.